O niemieckiej linii frontu
Co dla Niemiec oznacza fakt, że Stany Zjednoczone nie obsługują swojej globalnej sieci wojskowej i wywiadowczej wyłącznie z własnego terytorium, lecz w znacznym stopniu polegają na lokalizacjach w Niemczech?
Od dziesięcioleci Niemcy są centralnym miejscem amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Jednocześnie istnieje długa historia współpracy wywiadowczej między służbami niemieckimi i amerykańskimi. Przypadek Bad Aibling pokazał, jak ściśle te struktury mogą być ze sobą powiązane.
Afera związana ze współpracą Federalnej Służby Wywiadowczej (BND) i amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) jasno pokazała, że Niemcy są nie tylko siedzibą amerykańskich sił zbrojnych, ale także ważnym ośrodkiem działalności wywiadowczej. Przez lata NSA zarządzała infrastrukturą nadzoru BND w Bad Aibling. Tam analizowano satelitarny ruch danych z regionów kryzysowych. Po ujawnieniu informacji przez Snowdena okazało się, że w tym kontekście do NSA przesyłano duże ilości metadanych.
Jeszcze bardziej szokujące było odkrycie, że amerykańskie kryteria wyszukiwania, tzw. selektory, celowały również w podmioty europejskie. Analiza zidentyfikowała tysiące selektorów celujących w europejskie lokalizacje, w tym Pałac Elizejski, francuskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Komisję Europejską.
Ujawniło to kluczową kwestię: Niemcy nie były jedynie biernym obserwatorem amerykańskiej polityki wywiadowczej. Niemieckie terytorium i infrastruktura były integralną częścią międzynarodowego aparatu wywiadowczego. Infrastruktura wywiadowcza nie jest neutralna. Każdy, kto przechwytuje komunikację, przetwarza informacje i przekazuje je zagranicznemu partnerowi, staje się częścią strategicznej architektury tego partnera.
Kluczowa jest tu nie tyle kwestia konkretnego podsłuchu fizycznego, ile logika leżąca u jego podstaw: służby wywiadowcze interesują się politycznymi centrami decyzyjnymi, sieciami komunikacyjnymi, strukturami wojskowymi, firmami i osobami, które są istotne dla strategicznych możliwości decyzyjnych państwa. Dlatego kraj, w którym znajduje się taka infrastruktura, nie stanowi automatycznie celu militarnego. Może jednak stać się punktem centralnym strategicznych interesów.
I właśnie tutaj zaczyna się pytanie o politykę bezpieczeństwa: Co się dzieje w czasie kryzysu? Rozważmy hipotetyczny scenariusz: wybucha otwarty konflikt zbrojny między Stanami Zjednoczonymi a innym państwem. Niemcy nie są inicjatorem konfliktu i mogą nawet nie prowadzić własnej wojny z przeciwnikiem. Niemniej jednak na terytorium Niemiec znajdują się amerykańskie obiekty, które są ważne dla dowodzenia wojskowego, komunikacji, logistyki lub gromadzenia informacji wywiadowczych. Z perspektywy przeciwnika nie ma znaczenia, kto prawnie jest właścicielem danego budynku. Liczy się jego funkcja wojskowa.
Prowadzi to do strategicznego paradoksu: Niemcy mogą politycznie próbować unikać stania się stroną agresywną, a mimo to, ze względu na swoją infrastrukturę, stać się areną konfliktu. To właśnie stanowi zasadniczą różnicę między zaangażowaniem politycznym a strategiczną podatnością.
Sam Waszyngton jest oddalony o tysiące kilometrów. Przeciwnik, który chce podważyć amerykańskie możliwości w Europie, niekoniecznie musi atakować amerykańskie centrum. Strategicznie korzystniejsze może być zagrożenie europejskim ośrodkom amerykańskiej potęgi. Dlatego Niemcy mogą stać się celem, ponieważ na ich terytorium znajdują się obiekty istotne dla projekcji amerykańskiej potęgi na Europę.
Autorstwo: Karl Maibach
Opracowanie tłumaczenia: Zygmunt Białas
Źródło zagraniczne: F-News.net
Źródło polskie: WOlneMedia.net


Komentarze
Prześlij komentarz